Uniosłam wzrok na mamę, która w swoim domowym wydaniu rozglądała się po moim pokoju. Przez błędy młodości nie potrafiła wyjść do ludzi bez makijażu. Jako nastolatka zmagała się z silnym trądzikiem, a bardzo ciężko znosiła pokusę wyciskania krostek, kiedy patrzyła w lustro. Zostało jej po tym sporo pamiątek w postaci blizn. Nic dziwnego zatem, że karciła mnie, gdy tylko przyłapywała mnie na masakrowaniu swojej twarzy. Nie raz usłyszałam, bym uczyła się na jej głupocie.
Uwielbiała swoje krótkie brązowe włosy, lecz po wróceniu z pracy do domu od razu związywała je w luźną kitkę. Swoje eleganckie sukienki zmieniała na znoszone leginsy, a szpilki odchodziły w zapomnienie na rzecz miękkich kapci. Zmywała swój kamuflujący niedoskonałości makijaż i nie wstydziła się pokazać nam swoich mankamentów. Mama zawsze powtarzała, że tylko w obecności bliskich potrafiła pokazywać się naturalnie. Tata zaś tylko wtedy potrafił dać jej normalnego całusa w policzek. Twierdził, że babskie mazidła do twarzy nie smakowały najlepiej, czym pewnego razu podczas niedzielnego obiadu zaskoczył Eliota. Bezwstydnie przyznał się do zlizania podkładu z czoła swojej byłej dziewczyny i z obojętnością oznajmił, że nie było takie złe.
— Włóż tutaj wszystkie ciuchy, których już nie nosisz — poprosiła rodzicielka. Kartonowe pudło postawiła na podłodze przy moim łóżku i z niesmakiem wciąż rozglądała się po pokoju. Wyprostowała się, podpierając ręce na biodrach. Posłała mi niezadowolone spojrzenie, na co uniosłam jedną brew, wciąż ignorując wibrujący telefon przez napływ wiadomości od Rocky. — Wynieś do kuchni te talerze. — Wskazała na biurko, lecz po chwili dostrzegła również dwie szklanki i miskę po popcornie na parapecie, przez co westchnęła ciężko. Pokręciła głową, jakby walka z moim bałaganiarstwem ją powoli wykańczała. — Nie przyjemniej by ci się tu siedziało, jakbyś posprzątała? — zapytała, chociaż nie liczyła na zadowalającą odpowiedź.
Wzruszyłam jedynie ramionami, po czym przeniosłam wzrok z oburzonej mamy na telefon. Kliknęłam ikonkę ze zdjęciem Rocky na pulpicie. Szereg wiadomości z płaczącymi emotikonami sprawiał, że nawet ja nastawiałam się negatywnie na pierwszy dzień szkoły. Ogólnie cieszyłam się na koniec wakacji, bo obowiązki sprawiały, że potrafiłam jakoś zmobilizować się do nauki. Latem nie potrafiłam zrobić zbyt wiele jednego dnia, w roku szkolnym zaś jakimś cudem bez problemu w godzinę mogłam ogarnąć mnóstwo spraw. Nie miałam pojęcia, jak to działało, ale bardzo mnie to cieszyło. Chyba po prostu lenistwo sprawiało, że nie umiałam odpowiednio gospodarować czasu.
— Kręcisz się z góry na dół, więc mogłabyś znieść naczynia — rzekła mama ze zdenerwowaniem, więc spojrzałam na nią z niewinnością. Posłałam jej lekki uśmiech, który niestety nie ukoił jej nerwów. Machnęła ręką, jakby nie miała sposobu na zapanowanie nade mną lub po prostu darowała sobie kazania. — Po prostu przejrzyj swoje ubrania.
Zablokowałam telefon, po czym odłożyłam go na szafkę nocną. Usiadłam na brzegu łóżka, z zastanowieniem patrząc na szafę, z której ubrania wypadały. Kilka koszulek leżało na podłodze, jeansy wisiały na oparciu obrotowego fotela, a wysunięta szuflada ukazywała cały zasób mojej bielizny. Tyle wystarczało, bym co jakiś czas słuchała narzekań rodzicielki.
— Po co to właściwie? — zapytałam. Szybko zrozumiałam swoją głupotę. Uderzyłam się z otwartej dłoni w twarz, po czym pokręciłam głową. — Nie ważne — dodałam, nim mama zdążyła odpowiedzieć.
— Na zbiórkę dla dzieci z sierocińca. — Rodzicielka i tak wyjaśniła, chociażby w ramach przypomnienia, bo ostatnia taka akcja odbyła się w grudniu. Wtedy opiekunowie zbierali zabawki oraz słodycze, a chętnego mieszkańca Norman odziali w kostium świętego Mikołaja.
Mama od najmłodszych lat uczyła nas, że należało pomagać. Wynikało to nie tylko z jej dobrego serca, ale i przykrego dzieciństwa, które spędziła między murami sierocińca. Nie znała swoich rodziców i nie miała pojęcia, dlaczego jej losy pokierowały się w taki sposób. Bardzo jej tego współczułam, chociaż ona zapewniała, że zawsze starała się korzystać z każdego dnia pełną parą, zamiast rozpaczliwie nad tym rozmyślać i szukać winnych osób. Myślę, że dzięki tak silnej osobowości wywalczyła sobie wymarzoną rodzinę i pracę sprawiającą jej przyjemność. W końcu otworzyła swój sklep, a to był szczyt jej spełnienia zawodowego. Być może dlatego Eliot kilka lat temu opisał mamę, jako swój autorytet, kiedy pani na lekcji dała im takie zadanie.
— Okej, już się za to zabieram — zapewniłam, na co mama z uśmiechem skinęła głową i wyszła z pokoju. Zamknęła drzwi, więc z westchnieniem opadłam plecami na miękką pościel. Chciałam ostatnie pięć minut poświęcić na lenistwo.
~*~
— Otworzę! — krzyknęłam głośno, by nikt nie fatygował się do przybysza niecierpliwe katującego nasz niewinny dzwonek przy drzwiach.
Odstawiłam w połowie pełną szklankę soku na stół, po czym wyszłam z kuchni. Nim wpuściłam gości do domu, wyjrzałam przez wizjer. Niewiele widziałam przez późną porę, gdyż nie pomyślałam wcześniej o zapaleniu żarówki wiszącej na zewnątrz nad drzwiami. Pozostawał jedynie blask księżyca i niemal żółte światło latarni ulicznych, lecz na nic z tych rzeczy nie mogłam liczyć. Rozpoznałam Tylera, więc szybko otworzyłam drzwi. Brunet trzymał wielkie pudło, dlatego od razu zrozumiałam jego nadgorliwe dobijanie się. Mógł je po prostu postawić, jednak zawsze usprawiedliwiałam facetów tym, że to po prostu faceci. Czasem nie mieli pojęcia, że nawet najprostsze czynności bardzo sobie utrudniali, kiedy istniały banalne rozwiązania.
— Hej! — przywitał mnie radośnie i nie czekając na moją odpowiedź, czy zaproszenie do środka, przepchnął się między mną a drzwiami, byle dłużej nie dźwigać. Odstawił zaklejone pudełko pod wieszakami na odzież wierzchnią, po czym odsapnął z ulgą.
Tyler w naszym domu czasem czuł się jak u siebie. Zdarzało mu się wchodzić bez pukania i wcześniejszego uprzedzenia o swoim zjawieniu. Lubił grzebać w lodówce, wyjadając z niej marchewki oraz serki z kawałkami czekolady. Nie raz rodzicielce zbrakło warzyw do obiadu, więc za karę wysyłała młodego Pelso do sklepu. Nim spostrzegliśmy, stał się nie tylko przyjacielem Eliota, ale całej rodziny. Świetnie dogadywał się z tatą, mieli nawet wspólne tematy, które mało interesowały mnie, czy mojego brata. Okazywał się również znacznie lepszym dzieckiem, kiedy w sobotnie leniwe popołudnia to on proponował naszej mamie pomoc przy gotowaniu. W tym czasie z Eliotem zazwyczaj oglądaliśmy coś na Netflixie. Nic zatem dziwnego, że załapywał się również na nasze rodzinne wakacje.
Cóż, więc nie był już tylko przyjacielem rodziny, on był dla nas rodziną.
Chciałam zamknąć drzwi, kiedy zauważyłam, że Tyler nie przyszedł sam. Na werandzie stał Otis, który nie chciał chyba brać przykładu z kuzyna. Może nie lubił wpychać się do cudzych mieszkań bez zaproszenia, a może jego beznamiętna mina dobrze podpowiadała mi, że nie zjawił się z własnej woli. Mimo niemiłego popołudnia nad jeziorem uśmiechnęłam się przyjaźnie do niego. Postanowiłam zaufać Tylerowi, że Otis potrzebował czasu, by poznać nasze piękne miasto Norman, jak i nas.
Chłopak po raz pierwszy nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, ale to wciąż nie zmusiło go do odwzajemnienia gestu. Szybko zatem uśmiech znikł z mojej twarzy. Uchyliłam szeroko drzwi i skinięciem głowy poprosiłam go, aby wszedł do środka.
Zdumiewał mnie ten chłopak. Miał tak przyjemny wyraz twarzy, piękne, łagodne brązowe oczy, co kompletnie nie pasowało do jego charakteru. Zdawał się obojętny na wszystko, a niechęć aż go przepełniała. Ciężko było uwierzyć, że wolał trzymać dystans do nas, niż spróbować poznać. Rozumiałam, że istniały różne osobowości, lecz on dla mnie był nieludzki. W końcu w naszej naturze leżała potrzeba bliskości drugiej osoby, a on wyglądał, jakby to go nie dotyczyło.
Kąciki moich ust powędrowały delikatnie ku górze, gdy Otis mnie wyminął, by wejść do domu. Przyjemny zapach jego perfum owiał moje nozdrza, a ja mogłam przez krótką chwilę tym się rozkoszować. Nie chciałam zostać na tym przyłapana przez chłopaków, więc po kilku sekundach napawania się, zamknęłam drzwi i stanęłam do nich przodem.
Tyler siedział na schodach prowadzących na piętro, męcząc się z rozplątywaniem sznurówek swoich czarnych trampek. Często wiązał cudaczne supły, których nie był w stanie później rozwiązać, więc prosił o nożyczki. Średnio chociaż raz w miesiącu jego dopiero co zakupione sznurówki lądowały w naszym koszu.
— Eliot jest u siebie — powiedziałam, nim Tyler zdążył zapytać. — Pakuje ubrania — dodałam, opierając się plecami o zimną ścianę.
Brunet zaprzestał swoim męczarniom i usiadł prosto. Zmarszczył czoło w zdziwieniu, podczas gdy Otis w pięć sekund zsunął buty ze swoich nóg. Dbale podsunął je pod ścianę, po czym włożył ręce do kieszeni swoich krótkich jeansowych spodenek. Z niecierpliwością patrzył na kuzyna.
— Po co? Jedzie gdzieś? — zapytał zdziwiony, a po upływie krótkiej chwili olśniło go, gdy jego wzrok zatrzymał się na pudełku, które przyniósł. Mama zwerbowała nawet jego rodzinę do pomocy.
— Brawo — zaśmiałam się. — To może już dać ci nożyczki, bo widzę, że nic z tego nie będzie? — Wskazałam na jego trampki, więc pokiwał bezradnie głową.
Tym razem to ja wyminęłam Otisa, lecz ku mojemu niezadowoleniu woń perfum nie raczyła dotrzeć do mojego nosa. Wykrzywiłam twarz w grymasie.
Z szuflady w kuchni wyjęłam zielone nożyczki, przypominając sobie, jak w święta z Eliotem przecinałam kolorowe kartki z bloków na równe paski. Robiliśmy łańcuch na choinkę, co wynikało z naszego znudzenia, ale efekt był zadowalający. Mama rozczuliła się wtedy, wspominając dawną tradycję z coroczną taką ozdobą. Później z tego wyrośliśmy, ale jak się okazało nie na długo.
Wróciłam do korytarza, od razu zauważając, że Otis zniknął, ale nie słyszałam otwierających się drzwi, więc zapewne poszedł do Eliota. Podałam Tylerowi nożyczki, za co podziękował. Usiadłam obok niego na schodach, obserwując jego poczynania.
— Nadal ma zły humor? — zapytałam.
Pelso zmarszczył czoło w zastanowieniu.
— Kto?
— No Otis — odparłam szeptem, jakby ów chłopak był w pobliżu i mógł nas podsłuchać.
Tyler rozwiązał swój problem z wiecznie splątanymi sznurówkami, po czym westchnął ciężko. Oddał mi nożyczki, spoglądając na mnie z nieswoją miną.
— Mówiłem ci, że potrzebuje czasu — przypomniał, a jego dziwny ton głosu podpowiadał mi, że raczej nie chciał o tym rozmawiać. — Jest tu nowy. Nikogo nie zna, może źle się z tym czuje. — Wzruszył ramionami. Ściągnął ze stóp trampki i w przeciwieństwie do Otisa, niedbale rzucił nimi pod ścianę, byle nie walały się na środku przejścia.
— Jak nikogo? Zna przecież nas. No i ciebie, kuzyna — rzekłam zdziwiona, nie zgadzając się z chłopakiem. — Możemy go zabrać w jakieś fajne miejsca — zaproponowałam, uśmiechając się szeroko na myśl o swoim pomyśle, jednak niezadowolone spojrzenie Tylera zgasiło mój entuzjazm.
Brunet wstał ze schodów, powoli kierując swoje kroki na piętro. Miałam wrażenie, że chciał zwyczajnie uciec przed dalszą rozmową ze mną, jednak nie skomentowałam tego.
— Nie, Avery — wymamrotał, patrząc na mnie z góry, gdy stał już na piątym stopniu schodów. — Będzie chciał, to sam poprosi. Nie naciskaj.
Zniknął z moich oczu, nim zdążyłam rzucić jakieś słowa sprzeciwu. Uniosłam ręce, po czym opuściłam je bezwładnie wzdłuż swojego ciała, czym chciałam wyrazić swoją bezradność. Z ciężkim westchnięciem powędrowałam do salonu, w którym rodzice oglądali jakiś film. Rozłożyłam się wygodnie w fotelu, a tata z ciekawością na mnie spojrzał. Przełknął szybko garść chipsów, którą wcześniej wpakował sobie do buzi, bo najwyraźniej chciał coś powiedzieć.
— Problemy z chłopcami? — zapytał z rozbawieniem, gdyż naprawę uwielbiał żartować z moich oraz Eliota rozterek sercowych. Poruszył wymownie brwiami, a mama zainteresowana fabułą filmu, nawet nie zwracała na nas uwagi. Naciągnęła wyżej koc, by zakryć się po sam czubek nosa, mimo że nie było aż tak zimno.
— Nigdy mi nie mów, że baby są skomplikowane. To faceci robią z igły widły — burknęłam z rozdrażnieniem, co tata skomentował gardłowym śmiechem, by chwilę później zapchać sobie buzię kolejną garścią chipsów. Nawet się nie przejmował okruszkami zbierającymi się wokół niego.
~*~
Wolną ręką odepchnęłam się od biurka, aby zakręcić się na obrotowym fotelu. Westchnęłam ciężko słuchając marudzenia Rocky. Zawsze mocno się nakręcała, dlatego nie zdumiewało mnie słuchanie jej rozżalonych słów na temat nowego chłopaka w Norman. Wyrażała swoje niezadowolenie spowodowane jego zachowaniem nad jeziorem. W pełni ją rozumiałam, aczkolwiek różniło nas podejście do sprawy. Ona od razu zniechęciła się do dalszego poznawania Otisa, ja zaś chciałam wiedzieć o nim więcej, niż Tyler byłby w stanie mi powiedzieć. Wpajana od dzieciństwa przez rodziców akceptacja każdego człowieka sprawiała, że nie umiałam machnąć obojętnie ręką. Również moje umiłowanie do utrudniania sobie życia przyczyniało się do mojej chorobliwej ciekawości.
— No powiedz, czy nie mam racji? — zapytała, usłyszałam jeszcze jej westchnięcie oraz jakiś szmer, więc zapewne w międzyczasie oglądała jakieś filmiki na laptopie. — Dobrze wiesz, że strasznie nie lubię takiego zachowania. To wynika z jego wychowania.
Zmarszczyłam czoło, wykrzywiając twarz w grymasie. Pokręciłam głową z dezaprobatą, mimo że nie mogła tego zobaczyć.
— Wychowania? — powtórzyłam jej ostanie słowo. Zwilżyłam usta czując suchość w buzi, więc rozejrzałam się po pokoju za butelką wody, którą wcześniej przyniosłam. — Chyba trochę przesadzasz. Powinnaś się wreszcie nauczyć, że to nie do końca jest tak, że wszystkie zachowania dziecka świadczą o złym wychowaniu przez rodziców — odparłam, wstając z fotela, a kręcenie się na nim, jak na karuzeli od razu dało się we znaki. Dłonią przytrzymałam się szafy, by przeczekać zawroty w głowie.
— To myślisz, że po kim Louis był taki szurnięty? — zapytała, na co mimowolnie prychnęłam, prawie się przy tym opluwając. Powstrzymywałam kpiący śmiech, lecz nie udało mi się tego dokonać dłużej, niż przez trzy sekundy. Moje wargi rozciągnęły się w roześmianiu, a Rocky na pewno zdążyła przewrócić oczami chociaż dwa razy. — Dopóki jego ojciec się nie zmienił, to z Louisem też nie szło się dogadać — dodała, by uwiarygodnić swoje wcześniejsze słowa.
Podeszłam do szafki nocnej, sięgając po odkręconą butelkę wody. Nim coś odpowiedziałam, musiałam zwilżyć jamę ustną, gdyż suchość stawała się coraz bardziej nieprzyjemna.
— Zacznijmy od tego, że to tylko ty nie umiałaś się z nim dogadać — rzekłam, wodząc wzrokiem po pokoju w poszukiwaniu wygodnego miejsca do siedzenia. Zabrałam z łóżka dużą poduszkę, po czym ruszyłam w stronę parapetu, aby tam się ułożyć między wciąż niewyniesionymi naczyniami. — Poza tym to chyba normalne, że zła relacja z ojcem na niego wpływała. Był przez to przygnębiony, ale nie szurnięty — fuknęłam, broniąc przyjaciela, gdyż dobrze pamiętałam, jak mocno przeżywał swoją sytuację w domu i rozstanie rodziców. — Ty go poznałaś po prostu w nieodpowiednim momencie.
Usłyszałam jej prychnięcie, dlatego tym razem to ja miałam ochotę przewrócić oczami. Będąc wiele młodsza, bałam się tak robić, bo babcia zawsze powtarzała mi, że w ten sposób mogłam nabawić się zeza.
— Tak czy siak, możesz oceniać Otisa, ale nie mieszaj do tego jego rodziców, jeśli ich nie znasz — dodałam, gdy ze strony Rocky nie słyszałam przez dłuższy czas odpowiedzi.
— Nie wiem dlaczego, ale w jakiś sposób mnie bardzo denerwuje — powiedziała na jednym wdechu. — Takie to prostackie. No kurde... żeby mieć problem ze zwykłym przedstawieniem się? — drążyła. Nagle kolejny raz prychnęła. — A później nie zamienił ani jednego słowa z nikim poza Tylerem i Eliotem.
Dla mnie również wydawało się to bardzo niemiłe. Nie chciałam, mimo tego wciąż go winić, bo zastanawiałam się, jak ja bym się zachowała w nowym otoczeniu, z nowymi ludźmi i brakiem przy swoim boku przyjaciół. To musiało być ciężkie, jednak Rocky i tak miała wiele racji. Na pewno nie uciekałabym przed nikim. Właściwie chciałabym jeszcze bardziej nawiązywać rozmowy i spędzać czas na poznawaniu tych osób.
— No dobra. — Pokiwałam głową, przez okno obserwując, jak co jakiś czas samochód przejeżdżał przez naszą mało ruchliwą ulicę. Bardzo lubiłam na co dzień panujący tu spokój. Mogłam bez obaw wyciągnąć Eliota na jezdnię, aby pokopać piłkę, chociaż to raczej on mnie na to namawiał zazwyczaj. — Otis może jest trochę dziwny. Jego zachowanie wtedy było dosyć niemiłe, ale może to kwestia czasu. Może jeszcze się z nim dogadamy. — Wzruszyłam ramionami. Nie widziałam innej opcji niż porozumienie z nim prędzej, czy później. — Dla ciebie właśnie idealnym przykładem powinien być Louis. Na niego też tak narzekałaś, a teraz się przyjaźnicie.
— Nie próbuj mnie już przekonywać, okej? — poprosiła znudzonym tonem głosu. — Już nie chce mi się o nim gadać — fuknęła.
— Rocky... — westchnęłam. Nie chciałam, póki co zostawiać tego tematu. Spotkanie jej niechęci z jego niechęcią na pewno nie pomogłoby w niczym. Nasze grupowe spotkania należały do przyjemnych, bo wszyscy się dogadywaliśmy, dlatego chciałam zachować tę dobrą atmosferę nawet w obecności naszego nowego kolegi. — Otis może być prostacki, ale spróbuj...
Przerwałam, słysząc prychnięcie dochodzące z mojego pokoju, dlatego gwałtownie odwróciłam głowę w stronę drzwi, których nie zamknęłam. Zamilkłam, łapiąc dłonią za twarz, gdy zdążyłam zauważyć Otisa, nim zniknął z mojego pola widzenia. Słyszałam jego kroki po korytarzu, następnie po schodach, a chwilę później, jak otwierał drzwi wejściowe do domu.
Moje serce biło mocno przez stres. Ostatnie, czego chciałam, to żeby usłyszał z moich ust złe słowa o sobie. Od razu zrozumiałam, że spaliłam się na starcie. Jego wyczuwalnie ciężki charakter mógł stać się dla mnie wyjątkowo oporny w przełamywaniu lodów.
— Cholera — rzuciłam w roztargnieniu, niemal przyciskając twarz do szyby, aby uchwycić wzrokiem, jak największy fragment podwórka. Brunet stał na kostce brukowej przed domem i robił coś na swoim telefonie, po czym rozejrzał się przed siebie.
— Co? — zapytała niczego nieświadoma Rocky.
— Otis stał na korytarzu, a ja nie zamknęłam drzwi — wyrzuciłam z siebie szybko, po czym przyłożyłam palce do ust, zastanawiając się, co powinnam zrobić. Chciałam natychmiast załagodzić sytuację, nim całkiem mnie skreśli, o ile już tego nie zrobił.
__________________________
Oto i jest drugi rozdział. Przyjemnie mi tutaj coś wrzucać, więc cieszę się,
że jednak kogoś również zainteresowałam swoim opowiadaniem.
Bardzo mi miło :)