wtorek, 30 marca 2021

1. Pierwszy raz go widzę.

— Jesteś tchórzem, Avery! — wykrzyczała Rocky, machając zachęcająco ręką, żebym wskoczyła do wody. Pokręciłam przecząco głową, na co ona westchnęła i zaczęła płynąć do brzegu.

Ostatni raz spojrzałam na taflę wody z wysokości siedmiu metrów, po czym zeszłam z klifu na plażę po udeptanej ścieżce. Ostatni dzień wakacji był tym najpiękniejszym w ciągu tych dwóch miesięcy. Słoneczna pogoda wyganiała ludzi nad jeziora. Żaden wiatrak nie zadziałał tak przyjemnie, jak zanurzenie się w lśniącej przez słońce wodzie. Włosy dryfowały na powierzchni, a ja pragnęłam, by zawsze były tak miłe w dotyku. Pokryte zielenią drzewa wirowały pod wpływem delikatnego, lecz ciepłego wiatru. Żałowałam, że kończył się czas wolny od szkoły, ale poniekąd się cieszyłam. Zbyt długie siedzenie w domu rozleniwiało mnie, a potem ciężko było mi wrócić do obowiązków.

Roześmiałam się, kiedy Louis przebiegając obok opalającej się Jasmin, przypadkowo sypnął jej piaskiem w twarz. Dziewczyna niemal od razu podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła ocierać buzię. Wymamrotała pod nosem wiązankę przekleństw, ostrożnie wydobywając ziarenka piasku z oczu. Nie chciała zniszczyć swojego makijażu, nad którym spędziła godzinę. Mimowolnie westchnęłam ciężko przez jej obsesję na punkcie perfekcyjnego wyglądu.

Przysiadłam obok przyjaciółki na jej zielono pastelowym kocu. Patrzyłam z dezaprobatą, jak desperacko chciała poprawić swój i tak idealny makijaż. Na moje oko nic nie zostało naruszone, ale ona nie byłaby sobą bez dramatyzowania.

— Przecież nic się nie stało. — Wzruszyłam ramionami, bo nadmiernie się przejmowała. Nie lubiłam w niej tego. Ze szczerością jej o tym mówiłam za każdym razem, a ona karciła mnie swoim srogim spojrzeniem.

Na szczęście Jasmin nie posiadała w oczach żadnego lasera, którym mogłaby mnie unicestwić. Czułam rozbawienie mierząc się z jej groźnym wzrokiem. Niestety ona należała do tych osób, które bez porządnego zakamuflowania niedoskonałości nie potrafiła ruszyć się z domu. Powinno to męczyć tylko ją, jednak odbijało się na wszystkich wokół, gdy musieliśmy szybko wyjść, a ona wszystko opóźniała, bo nie była na to przygotowana. Cała jej obsesja na punkcie idealnego wyglądu nasiliła się wraz z jej zauroczeniem Tylerem. Było to nie mądre, bo raczej nie zwróciłby na nią uwagi tylko za ładną buzię.

Zmrużyłam oczy, starając się nie mrugać. Przerodziło się to w krótką bitwę na wzrok, a ja szybko przegrałam, nie mogąc powstrzymać dłużej śmiechu.

— Masz głupie poczucie humoru — skomentowała Jasmin, sięgając po małe lusterko ze swojej torebki, by przyjrzeć się szkodom, jakie narobił Louis na jej twarzy. Prychnęłam mimowolnie.

— A ty głupie spostrzeżenie Tylera — odgryzłam się, czego miałam chyba zaraz pożałować, bo Nellson gwałtownie przeniosła wzrok na mnie.

Przewróciłam oczami na jej gest. Pokazywanie środkowego palca, nie wiedząc jak inaczej się obronić, sprawdzało się co najmniej w wieku trzynastu lat. Co prawda dzieliło nas od tego wieku zaledwie trzy lata, lecz mogłaby wreszcie rzucić jakimś sarkazmem.

— Daj spokój. — Westchnęłam ciężko. — Wygląd to nie wszystko, no nie? — Uniosłam brwi, czekając aż przyzna mi rację. Blondynka odłożyła lusterko na bok i niepewnie pokiwała głową. Posłałam jej uśmiech, po czym poklepałam po ramieniu.

Warkot silnika pokierował nasze zainteresowane spojrzenia w stronę lasu. Z polnej drogi między drzewami wyjechało czarne auto mojego brata. Pojazd zatrzymał się obok miejsca, w którym zaparkował Louis. Eliot wysiadł pierwszy, zaraz za nim Tyler, a ku mojemu zdziwieniu był z nimi ktoś jeszcze. Wymieniłam z Jasmin pytające spojrzenie, no co obie w tym samym czasie wzruszyłyśmy ramionami. Nie ukrywałyśmy swojej ciekawości, kiedy bezwstydnie wpatrywałyśmy się w wysokiego bruneta. Eliot pomachał do nas, zauważając lub nawet odczuwając nasze palące spojrzenia. Odwzajemniłyśmy niewinnie gest. Zanim chłopaki wyjęli z bagażnika swoje rzeczy, na rozgrzanym piasku obok mnie usiadła Rocky, a chwilę później zjawił się również Louis.

— Kto to? — zapytał przyjaciel, bezwstydnie wskazując palcem na nieznajomego chłopaka. Czasem bywał zbyt bezpośredni i wcale mu to nie przeszkadzało. Co prawda czasem można uznać to za godną podziwu zaletę, jednak częściej miałam ochotę za to strzelić mu w głowę.

Kolejny raz synchronicznie wzruszyłam ramionami wraz z Jasmin.

— Też jestem tego ciekawa — odparłam. Lekki wiatr rozwiał zagubione kosmyki po mojej twarzy, więc zdjęłam czarną gumkę z nadgarstka. Związałam włosy, by więcej żadne pasemka nie nachodziły mi na oczy. Uwielbiałam moje długie włosy i sporo czasu walczyłam o to, by były takiej długości, a przy tym niezaprzeczalnie zdrowe. Czasem jednak nachodziła myśl, by je skrócić, chociaż odrobinę.

— Pierwszy raz go widzę — powiedziała Rocky, kiedy nieznajomy wychylił się zza samochodu ze swoim ręcznikiem na ramieniu. Zmierzwił swoje włosy, śmiejąc się i ukazując szereg białych zębów. Jego spojrzenie na krótką chwilę padło na nas i chyba to sprawiło, że ze zmieszaniem odwrócił wzrok na Tylera, który po chwili stanął obok niego.

Posłałam szeroki uśmiech Tylerowi, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Odwzajemnił gest, machając przyjaźnie, a nieznajomy beznamiętnie popatrzył na mnie. Włożył ręce do śliskich spodenek we wzór z kwiatem hibiskusa.

— Oby nie był jakąś zarozumiałą lalą — skomentował Louis, najwyraźniej też odbierając nieprzyjemnie zachowanie chłopaka. Przyjaciel przykucnął na kolanach, a swój tyłek usadził na podpartych stopach.

Zakończyliśmy swoją małą wymianę zdań o nieznajomym, kiedy chłopaki zamknęli samochód. Powoli szli w naszą stronę, dlatego Jasmin poprawiła swoje włosy, by wyglądać olśniewająco podczas witania z Tylerem. Przewróciłam oczami mimowolnie, nie komentując tego, bo i tak by tylko popatrzyła na mnie wymownie. Eliot rzucił krótkie ,,cześć", gdy zatrzymał się przed nami. To samo uczynił Tyler, po czym rzucił niedbale swój plecak na piasek. Obcy chłopak milczał. Rozglądał się po otoczeniu, a jego mina podpowiadała mi, że widok bardzo mu się podobał. Wyglądał na zrelaksowanego, gdy oczami błądził po klifie, lasach, jak i mieniącej się w słońcu tafli wody.

Tyler zmarszczył czoło, jakby się czymś przejął, lecz szybko jego twarz rozpromienił lekki uśmiech.

— To Otis — rzekł Tyler i stanął obok bruneta, który nie odezwał się jeszcze ani jednym słowem w naszym towarzystwie. Rocky wydawała się zniesmaczona brakiem powitania z jego strony. Nie lubiła prostactwa. — Mój kuzyn.

— Hej. — Wstałam z wygniecionego kocyka. Jako pierwsza wyciągnęłam rękę do chłopaka, by powitać go należycie. — Miło mi. Jestem Avery — przedstawiłam się przyjaźnie oczekując tego samego z jego strony. On jednak zmarszczył lekko czoło, przyglądając się na przemian mnie i dłoni, którą wciąż wystawiałam w jego stronę.

Nie uszło mojej uwadze, jak stojący obok niego Tyler szturchnął go stopą w kostkę. Otis zacisnął usta w cienką linię, najwyraźniej denerwując się czynem kuzyna. Ku mojemu zaskoczeniu uścisnął moją dłoń, która już powoli drętwiała od trzymania w jednej pozycji. Uniosłam lekko kąciki ust na widok jego dużej dłoni splecionej z moją, o wiele mniejszą i wizualnie znacznie delikatniejszej. Otis widząc przypływ moich radosnych emocji, wyśliznął się z uścisku.

Zmarszczyłam czoło w zdumieniu, gdyż zrobił to nazbyt dramatycznie.

— A to Louis, Rocky i Jamin — Eliot przedstawił moich przyjaciół szybko, by oszczędzić nowemu kolejnej styczności z nami. Zupełnie, jakby miało mu to sprawiać jakiś ból, więc chciał mu w tym ulżyć. Aż powstrzymywałam się, żeby nie przewrócić oczami.

Louis szybko się ulotnił, żeby popływać w jeziorze. Dziewczyny poszły za nim, mówiąc coś o tym, że nie ma co marnować czasu na wylegiwaniu się, skoro pogoda była taka ładna. Po chwili zostałam już tylko ja i Tyler, który wyjął ze swojego plecaka pogniecione pudełko z McDonalds z dwudziestoma nuggetsami.

Siedząc na kocyku Jasmin słuchałam mlaskania Tylera i obserwowałam Otisa, który udeptaną dróżką wchodził na klif. Raczej był typem samotnika, a przynajmniej na takiego się kreował. Mimo wszystko nawet spotykając introwertyków, mogłam z nimi swobodnie porozmawiać, a już na pewno nie robili problemu ze zwykłego przedstawienia się. Może czasem byli bardziej nieśmiali, lecz nigdy nie emanowali taką obojętnością i niechęcią.

— On zawsze taki jest? — zapytałam, wiec Tyler podążył za moim wzrokiem na Otisa siadającego na brzegu klifu. Jego nogi swobodnie zwisały nad przepaścią. Ze stoickim spokojem rozglądał się przed siebie i prawdopodobnie cieszył swoją samotnością.

Tyler przełknął kurczaka w panierce, po czym oblizał usta.

— Myślę, że po prostu potrzebuje czasu, żeby oswoić się w nowym mieście — powiedział, spoglądając na mnie kątem oka. Sięgnął po kolejnego nuggetsa, chcąc poczęstować również mnie, ale odmówiłam.

— Przeprowadził się tu? — zadałam kolejne pytanie, gdyż nic nie mogłam poradzić, że w jakimś małym stopniu ten chłopak mnie zaintrygował. Nigdy nie miałam złych relacji z przyjaciółmi Eliota. Często spotykaliśmy się wszyscy razem i potrafiliśmy dobrze się bawić w takim towarzystwie, więc nie chciałam, żeby z Otisem było inaczej.

— Tak, ale jak mówię... on potrzebuje czasu — rzekł Tyler. — Nie wyrabiaj sobie o nim zdania zbyt szybko.

Skinęłam głową.

— Da się go lubić, ale najpierw trzeba go poznać — dodał po chwili. Jego cichy ton głosu sprawił, że odniosłam wrażenie, jakby on sam nie do końca wierzył w swoje słowa.


__________________________

Wątpię, że ktokolwiek będzie to czytał, ale tak czy siak miło wrzucić
to opowiadanie tak dla samej siebie.