wtorek, 13 kwietnia 2021

2. Problemy z chłopcami?

— Co to jest? — Nachyliłam się nad pudłem, żeby sprawdzić jego zawartość, ale ujrzałam jedynie puste dno. Uniosłam wzrok na mamę, ignorując przychodzące wiadomości od Rocky. Właśnie zawzięcie dyskutowałyśmy o jutrzejszym rozpoczęciu roku, a przyjaciółka ciągle narzekała. Nie była rannym ptaszkiem, zatem zrywanie się z łóżka o świcie widniało na pierwszym miejscu jej listy znienawidzonych rzeczy i czynności. Chciałabym zażartować, jednakże rok temu przez naszą bezsenność naprawdę stworzyłyśmy sobie takie listy. Moja wciąż wisiała przypięta do tablicy korkowej nad biurkiem.

Uniosłam wzrok na mamę, która w swoim domowym wydaniu rozglądała się po moim pokoju. Przez błędy młodości nie potrafiła wyjść do ludzi bez makijażu. Jako nastolatka zmagała się z silnym trądzikiem, a bardzo ciężko znosiła pokusę wyciskania krostek, kiedy patrzyła w lustro. Zostało jej po tym sporo pamiątek w postaci blizn. Nic dziwnego zatem, że karciła mnie, gdy tylko przyłapywała mnie na masakrowaniu swojej twarzy. Nie raz usłyszałam, bym uczyła się na jej głupocie.

Uwielbiała swoje krótkie brązowe włosy, lecz po wróceniu z pracy do domu od razu związywała je w luźną kitkę. Swoje eleganckie sukienki zmieniała na znoszone leginsy, a szpilki odchodziły w zapomnienie na rzecz miękkich kapci. Zmywała swój kamuflujący niedoskonałości makijaż i nie wstydziła się pokazać nam swoich mankamentów. Mama zawsze powtarzała, że tylko w obecności bliskich potrafiła pokazywać się naturalnie. Tata zaś tylko wtedy potrafił dać jej normalnego całusa w policzek. Twierdził, że babskie mazidła do twarzy nie smakowały najlepiej, czym pewnego razu podczas niedzielnego obiadu zaskoczył Eliota. Bezwstydnie przyznał się do zlizania podkładu z czoła swojej byłej dziewczyny i z obojętnością oznajmił, że nie było takie złe.

— Włóż tutaj wszystkie ciuchy, których już nie nosisz — poprosiła rodzicielka. Kartonowe pudło postawiła na podłodze przy moim łóżku i z niesmakiem wciąż rozglądała się po pokoju. Wyprostowała się, podpierając ręce na biodrach. Posłała mi niezadowolone spojrzenie, na co uniosłam jedną brew, wciąż ignorując wibrujący telefon przez napływ wiadomości od Rocky. — Wynieś do kuchni te talerze. — Wskazała na biurko, lecz po chwili dostrzegła również dwie szklanki i miskę po popcornie na parapecie, przez co westchnęła ciężko. Pokręciła głową, jakby walka z moim bałaganiarstwem ją powoli wykańczała. — Nie przyjemniej by ci się tu siedziało, jakbyś posprzątała? — zapytała, chociaż nie liczyła na zadowalającą odpowiedź.

Wzruszyłam jedynie ramionami, po czym przeniosłam wzrok z oburzonej mamy na telefon. Kliknęłam ikonkę ze zdjęciem Rocky na pulpicie. Szereg wiadomości z płaczącymi emotikonami sprawiał, że nawet ja nastawiałam się negatywnie na pierwszy dzień szkoły. Ogólnie cieszyłam się na koniec wakacji, bo obowiązki sprawiały, że potrafiłam jakoś zmobilizować się do nauki. Latem nie potrafiłam zrobić zbyt wiele jednego dnia, w roku szkolnym zaś jakimś cudem bez problemu w godzinę mogłam ogarnąć mnóstwo spraw. Nie miałam pojęcia, jak to działało, ale bardzo mnie to cieszyło. Chyba po prostu lenistwo sprawiało, że nie umiałam odpowiednio gospodarować czasu.

— Kręcisz się z góry na dół, więc mogłabyś znieść naczynia — rzekła mama ze zdenerwowaniem, więc spojrzałam na nią z niewinnością. Posłałam jej lekki uśmiech, który niestety nie ukoił jej nerwów. Machnęła ręką, jakby nie miała sposobu na zapanowanie nade mną lub po prostu darowała sobie kazania. — Po prostu przejrzyj swoje ubrania.

Zablokowałam telefon, po czym odłożyłam go na szafkę nocną. Usiadłam na brzegu łóżka, z zastanowieniem patrząc na szafę, z której ubrania wypadały. Kilka koszulek leżało na podłodze, jeansy wisiały na oparciu obrotowego fotela, a wysunięta szuflada ukazywała cały zasób mojej bielizny. Tyle wystarczało, bym co jakiś czas słuchała narzekań rodzicielki.

— Po co to właściwie? — zapytałam. Szybko zrozumiałam swoją głupotę. Uderzyłam się z otwartej dłoni w twarz, po czym pokręciłam głową. — Nie ważne — dodałam, nim mama zdążyła odpowiedzieć.

— Na zbiórkę dla dzieci z sierocińca. — Rodzicielka i tak wyjaśniła, chociażby w ramach przypomnienia, bo ostatnia taka akcja odbyła się w grudniu. Wtedy opiekunowie zbierali zabawki oraz słodycze, a chętnego mieszkańca Norman odziali w kostium świętego Mikołaja.

Mama od najmłodszych lat uczyła nas, że należało pomagać. Wynikało to nie tylko z jej dobrego serca, ale i przykrego dzieciństwa, które spędziła między murami sierocińca. Nie znała swoich rodziców i nie miała pojęcia, dlaczego jej losy pokierowały się w taki sposób. Bardzo jej tego współczułam, chociaż ona zapewniała, że zawsze starała się korzystać z każdego dnia pełną parą, zamiast rozpaczliwie nad tym rozmyślać i szukać winnych osób. Myślę, że dzięki tak silnej osobowości wywalczyła sobie wymarzoną rodzinę i pracę sprawiającą jej przyjemność. W końcu otworzyła swój sklep, a to był szczyt jej spełnienia zawodowego. Być może dlatego Eliot kilka lat temu opisał mamę, jako swój autorytet, kiedy pani na lekcji dała im takie zadanie.

— Okej, już się za to zabieram — zapewniłam, na co mama z uśmiechem skinęła głową i wyszła z pokoju. Zamknęła drzwi, więc z westchnieniem opadłam plecami na miękką pościel. Chciałam ostatnie pięć minut poświęcić na lenistwo.

~*~

— Otworzę! — krzyknęłam głośno, by nikt nie fatygował się do przybysza niecierpliwe katującego nasz niewinny dzwonek przy drzwiach.

Odstawiłam w połowie pełną szklankę soku na stół, po czym wyszłam z kuchni. Nim wpuściłam gości do domu, wyjrzałam przez wizjer. Niewiele widziałam przez późną porę, gdyż nie pomyślałam wcześniej o zapaleniu żarówki wiszącej na zewnątrz nad drzwiami. Pozostawał jedynie blask księżyca i niemal żółte światło latarni ulicznych, lecz na nic z tych rzeczy nie mogłam liczyć. Rozpoznałam Tylera, więc szybko otworzyłam drzwi. Brunet trzymał wielkie pudło, dlatego od razu zrozumiałam jego nadgorliwe dobijanie się. Mógł je po prostu postawić, jednak zawsze usprawiedliwiałam facetów tym, że to po prostu faceci. Czasem nie mieli pojęcia, że nawet najprostsze czynności bardzo sobie utrudniali, kiedy istniały banalne rozwiązania.

— Hej! — przywitał mnie radośnie i nie czekając na moją odpowiedź, czy zaproszenie do środka, przepchnął się między mną a drzwiami, byle dłużej nie dźwigać. Odstawił zaklejone pudełko pod wieszakami na odzież wierzchnią, po czym odsapnął z ulgą.

Tyler w naszym domu czasem czuł się jak u siebie. Zdarzało mu się wchodzić bez pukania i wcześniejszego uprzedzenia o swoim zjawieniu. Lubił grzebać w lodówce, wyjadając z niej marchewki oraz serki z kawałkami czekolady. Nie raz rodzicielce zbrakło warzyw do obiadu, więc za karę wysyłała młodego Pelso do sklepu. Nim spostrzegliśmy, stał się nie tylko przyjacielem Eliota, ale całej rodziny. Świetnie dogadywał się z tatą, mieli nawet wspólne tematy, które mało interesowały mnie, czy mojego brata. Okazywał się również znacznie lepszym dzieckiem, kiedy w sobotnie leniwe popołudnia to on proponował naszej mamie pomoc przy gotowaniu. W tym czasie z Eliotem zazwyczaj oglądaliśmy coś na Netflixie. Nic zatem dziwnego, że załapywał się również na nasze rodzinne wakacje.

Cóż, więc nie był już tylko przyjacielem rodziny, on był dla nas rodziną.

Chciałam zamknąć drzwi, kiedy zauważyłam, że Tyler nie przyszedł sam. Na werandzie stał Otis, który nie chciał chyba brać przykładu z kuzyna. Może nie lubił wpychać się do cudzych mieszkań bez zaproszenia, a może jego beznamiętna mina dobrze podpowiadała mi, że nie zjawił się z własnej woli. Mimo niemiłego popołudnia nad jeziorem uśmiechnęłam się przyjaźnie do niego. Postanowiłam zaufać Tylerowi, że Otis potrzebował czasu, by poznać nasze piękne miasto Norman, jak i nas.

Chłopak po raz pierwszy nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, ale to wciąż nie zmusiło go do odwzajemnienia gestu. Szybko zatem uśmiech znikł z mojej twarzy. Uchyliłam szeroko drzwi i skinięciem głowy poprosiłam go, aby wszedł do środka.

Zdumiewał mnie ten chłopak. Miał tak przyjemny wyraz twarzy, piękne, łagodne brązowe oczy, co kompletnie nie pasowało do jego charakteru. Zdawał się obojętny na wszystko, a niechęć aż go przepełniała. Ciężko było uwierzyć, że wolał trzymać dystans do nas, niż spróbować poznać. Rozumiałam, że istniały różne osobowości, lecz on dla mnie był nieludzki. W końcu w naszej naturze leżała potrzeba bliskości drugiej osoby, a on wyglądał, jakby to go nie dotyczyło.

Kąciki moich ust powędrowały delikatnie ku górze, gdy Otis mnie wyminął, by wejść do domu. Przyjemny zapach jego perfum owiał moje nozdrza, a ja mogłam przez krótką chwilę tym się rozkoszować. Nie chciałam zostać na tym przyłapana przez chłopaków, więc po kilku sekundach napawania się, zamknęłam drzwi i stanęłam do nich przodem.

Tyler siedział na schodach prowadzących na piętro, męcząc się z rozplątywaniem sznurówek swoich czarnych trampek. Często wiązał cudaczne supły, których nie był w stanie później rozwiązać, więc prosił o nożyczki. Średnio chociaż raz w miesiącu jego dopiero co zakupione sznurówki lądowały w naszym koszu.

— Eliot jest u siebie — powiedziałam, nim Tyler zdążył zapytać. — Pakuje ubrania — dodałam, opierając się plecami o zimną ścianę.

Brunet zaprzestał swoim męczarniom i usiadł prosto. Zmarszczył czoło w zdziwieniu, podczas gdy Otis w pięć sekund zsunął buty ze swoich nóg. Dbale podsunął je pod ścianę, po czym włożył ręce do kieszeni swoich krótkich jeansowych spodenek. Z niecierpliwością patrzył na kuzyna.

— Po co? Jedzie gdzieś? — zapytał zdziwiony, a po upływie krótkiej chwili olśniło go, gdy jego wzrok zatrzymał się na pudełku, które przyniósł. Mama zwerbowała nawet jego rodzinę do pomocy.

— Brawo — zaśmiałam się. — To może już dać ci nożyczki, bo widzę, że nic z tego nie będzie? — Wskazałam na jego trampki, więc pokiwał bezradnie głową.

Tym razem to ja wyminęłam Otisa, lecz ku mojemu niezadowoleniu woń perfum nie raczyła dotrzeć do mojego nosa. Wykrzywiłam twarz w grymasie.

Z szuflady w kuchni wyjęłam zielone nożyczki, przypominając sobie, jak w święta z Eliotem przecinałam kolorowe kartki z bloków na równe paski. Robiliśmy łańcuch na choinkę, co wynikało z naszego znudzenia, ale efekt był zadowalający. Mama rozczuliła się wtedy, wspominając dawną tradycję z coroczną taką ozdobą. Później z tego wyrośliśmy, ale jak się okazało nie na długo.

Wróciłam do korytarza, od razu zauważając, że Otis zniknął, ale nie słyszałam otwierających się drzwi, więc zapewne poszedł do Eliota. Podałam Tylerowi nożyczki, za co podziękował. Usiadłam obok niego na schodach, obserwując jego poczynania.

— Nadal ma zły humor? — zapytałam.

Pelso zmarszczył czoło w zastanowieniu.

— Kto?

— No Otis — odparłam szeptem, jakby ów chłopak był w pobliżu i mógł nas podsłuchać.

Tyler rozwiązał swój problem z wiecznie splątanymi sznurówkami, po czym westchnął ciężko. Oddał mi nożyczki, spoglądając na mnie z nieswoją miną.

— Mówiłem ci, że potrzebuje czasu — przypomniał, a jego dziwny ton głosu podpowiadał mi, że raczej nie chciał o tym rozmawiać. — Jest tu nowy. Nikogo nie zna, może źle się z tym czuje. — Wzruszył ramionami. Ściągnął ze stóp trampki i w przeciwieństwie do Otisa, niedbale rzucił nimi pod ścianę, byle nie walały się na środku przejścia.

— Jak nikogo? Zna przecież nas. No i ciebie, kuzyna — rzekłam zdziwiona, nie zgadzając się z chłopakiem. — Możemy go zabrać w jakieś fajne miejsca — zaproponowałam, uśmiechając się szeroko na myśl o swoim pomyśle, jednak niezadowolone spojrzenie Tylera zgasiło mój entuzjazm.

Brunet wstał ze schodów, powoli kierując swoje kroki na piętro. Miałam wrażenie, że chciał zwyczajnie uciec przed dalszą rozmową ze mną, jednak nie skomentowałam tego.

— Nie, Avery — wymamrotał, patrząc na mnie z góry, gdy stał już na piątym stopniu schodów. — Będzie chciał, to sam poprosi. Nie naciskaj.

Zniknął z moich oczu, nim zdążyłam rzucić jakieś słowa sprzeciwu. Uniosłam ręce, po czym opuściłam je bezwładnie wzdłuż swojego ciała, czym chciałam wyrazić swoją bezradność. Z ciężkim westchnięciem powędrowałam do salonu, w którym rodzice oglądali jakiś film. Rozłożyłam się wygodnie w fotelu, a tata z ciekawością na mnie spojrzał. Przełknął szybko garść chipsów, którą wcześniej wpakował sobie do buzi, bo najwyraźniej chciał coś powiedzieć.

— Problemy z chłopcami? — zapytał z rozbawieniem, gdyż naprawę uwielbiał żartować z moich oraz Eliota rozterek sercowych. Poruszył wymownie brwiami, a mama zainteresowana fabułą filmu, nawet nie zwracała na nas uwagi. Naciągnęła wyżej koc, by zakryć się po sam czubek nosa, mimo że nie było aż tak zimno.

— Nigdy mi nie mów, że baby są skomplikowane. To faceci robią z igły widły — burknęłam z rozdrażnieniem, co tata skomentował gardłowym śmiechem, by chwilę później zapchać sobie buzię kolejną garścią chipsów. Nawet się nie przejmował okruszkami zbierającymi się wokół niego.

~*~

Wolną ręką odepchnęłam się od biurka, aby zakręcić się na obrotowym fotelu. Westchnęłam ciężko słuchając marudzenia Rocky. Zawsze mocno się nakręcała, dlatego nie zdumiewało mnie słuchanie jej rozżalonych słów na temat nowego chłopaka w Norman. Wyrażała swoje niezadowolenie spowodowane jego zachowaniem nad jeziorem. W pełni ją rozumiałam, aczkolwiek różniło nas podejście do sprawy. Ona od razu zniechęciła się do dalszego poznawania Otisa, ja zaś chciałam wiedzieć o nim więcej, niż Tyler byłby w stanie mi powiedzieć. Wpajana od dzieciństwa przez rodziców akceptacja każdego człowieka sprawiała, że nie umiałam machnąć obojętnie ręką. Również moje umiłowanie do utrudniania sobie życia przyczyniało się do mojej chorobliwej ciekawości.

— No powiedz, czy nie mam racji? — zapytała, usłyszałam jeszcze jej westchnięcie oraz jakiś szmer, więc zapewne w międzyczasie oglądała jakieś filmiki na laptopie. — Dobrze wiesz, że strasznie nie lubię takiego zachowania. To wynika z jego wychowania.

Zmarszczyłam czoło, wykrzywiając twarz w grymasie. Pokręciłam głową z dezaprobatą, mimo że nie mogła tego zobaczyć.

— Wychowania? — powtórzyłam jej ostanie słowo. Zwilżyłam usta czując suchość w buzi, więc rozejrzałam się po pokoju za butelką wody, którą wcześniej przyniosłam. — Chyba trochę przesadzasz. Powinnaś się wreszcie nauczyć, że to nie do końca jest tak, że wszystkie zachowania dziecka świadczą o złym wychowaniu przez rodziców — odparłam, wstając z fotela, a kręcenie się na nim, jak na karuzeli od razu dało się we znaki. Dłonią przytrzymałam się szafy, by przeczekać zawroty w głowie.

— To myślisz, że po kim Louis był taki szurnięty? — zapytała, na co mimowolnie prychnęłam, prawie się przy tym opluwając. Powstrzymywałam kpiący śmiech, lecz nie udało mi się tego dokonać dłużej, niż przez trzy sekundy. Moje wargi rozciągnęły się w roześmianiu, a Rocky na pewno zdążyła przewrócić oczami chociaż dwa razy. — Dopóki jego ojciec się nie zmienił, to z Louisem też nie szło się dogadać — dodała, by uwiarygodnić swoje wcześniejsze słowa.

Podeszłam do szafki nocnej, sięgając po odkręconą butelkę wody. Nim coś odpowiedziałam, musiałam zwilżyć jamę ustną, gdyż suchość stawała się coraz bardziej nieprzyjemna.

— Zacznijmy od tego, że to tylko ty nie umiałaś się z nim dogadać — rzekłam, wodząc wzrokiem po pokoju w poszukiwaniu wygodnego miejsca do siedzenia. Zabrałam z łóżka dużą poduszkę, po czym ruszyłam w stronę parapetu, aby tam się ułożyć między wciąż niewyniesionymi naczyniami. — Poza tym to chyba normalne, że zła relacja z ojcem na niego wpływała. Był przez to przygnębiony, ale nie szurnięty — fuknęłam, broniąc przyjaciela, gdyż dobrze pamiętałam, jak mocno przeżywał swoją sytuację w domu i rozstanie rodziców. — Ty go poznałaś po prostu w nieodpowiednim momencie.

Usłyszałam jej prychnięcie, dlatego tym razem to ja miałam ochotę przewrócić oczami. Będąc wiele młodsza, bałam się tak robić, bo babcia zawsze powtarzała mi, że w ten sposób mogłam nabawić się zeza.

— Tak czy siak, możesz oceniać Otisa, ale nie mieszaj do tego jego rodziców, jeśli ich nie znasz — dodałam, gdy ze strony Rocky nie słyszałam przez dłuższy czas odpowiedzi.

— Nie wiem dlaczego, ale w jakiś sposób mnie bardzo denerwuje — powiedziała na jednym wdechu. — Takie to prostackie. No kurde... żeby mieć problem ze zwykłym przedstawieniem się? — drążyła. Nagle kolejny raz prychnęła. — A później nie zamienił ani jednego słowa z nikim poza Tylerem i Eliotem.

Dla mnie również wydawało się to bardzo niemiłe. Nie chciałam, mimo tego wciąż go winić, bo zastanawiałam się, jak ja bym się zachowała w nowym otoczeniu, z nowymi ludźmi i brakiem przy swoim boku przyjaciół. To musiało być ciężkie, jednak Rocky i tak miała wiele racji. Na pewno nie uciekałabym przed nikim. Właściwie chciałabym jeszcze bardziej nawiązywać rozmowy i spędzać czas na poznawaniu tych osób.

— No dobra. — Pokiwałam głową, przez okno obserwując, jak co jakiś czas samochód przejeżdżał przez naszą mało ruchliwą ulicę. Bardzo lubiłam na co dzień panujący tu spokój. Mogłam bez obaw wyciągnąć Eliota na jezdnię, aby pokopać piłkę, chociaż to raczej on mnie na to namawiał zazwyczaj. — Otis może jest trochę dziwny. Jego zachowanie wtedy było dosyć niemiłe, ale może to kwestia czasu. Może jeszcze się z nim dogadamy. — Wzruszyłam ramionami. Nie widziałam innej opcji niż porozumienie z nim prędzej, czy później. — Dla ciebie właśnie idealnym przykładem powinien być Louis. Na niego też tak narzekałaś, a teraz się przyjaźnicie.

— Nie próbuj mnie już przekonywać, okej? — poprosiła znudzonym tonem głosu. — Już nie chce mi się o nim gadać — fuknęła.

— Rocky... — westchnęłam. Nie chciałam, póki co zostawiać tego tematu. Spotkanie jej niechęci z jego niechęcią na pewno nie pomogłoby w niczym. Nasze grupowe spotkania należały do przyjemnych, bo wszyscy się dogadywaliśmy, dlatego chciałam zachować tę dobrą atmosferę nawet w obecności naszego nowego kolegi. — Otis może być prostacki, ale spróbuj...

Przerwałam, słysząc prychnięcie dochodzące z mojego pokoju, dlatego gwałtownie odwróciłam głowę w stronę drzwi, których nie zamknęłam. Zamilkłam, łapiąc dłonią za twarz, gdy zdążyłam zauważyć Otisa, nim zniknął z mojego pola widzenia. Słyszałam jego kroki po korytarzu, następnie po schodach, a chwilę później, jak otwierał drzwi wejściowe do domu.

Moje serce biło mocno przez stres. Ostatnie, czego chciałam, to żeby usłyszał z moich ust złe słowa o sobie. Od razu zrozumiałam, że spaliłam się na starcie. Jego wyczuwalnie ciężki charakter mógł stać się dla mnie wyjątkowo oporny w przełamywaniu lodów.

— Cholera — rzuciłam w roztargnieniu, niemal przyciskając twarz do szyby, aby uchwycić wzrokiem, jak największy fragment podwórka. Brunet stał na kostce brukowej przed domem i robił coś na swoim telefonie, po czym rozejrzał się przed siebie.

— Co? — zapytała niczego nieświadoma Rocky.

— Otis stał na korytarzu, a ja nie zamknęłam drzwi — wyrzuciłam z siebie szybko, po czym przyłożyłam palce do ust, zastanawiając się, co powinnam zrobić. Chciałam natychmiast załagodzić sytuację, nim całkiem mnie skreśli, o ile już tego nie zrobił.

__________________________
Oto i jest drugi rozdział. Przyjemnie mi tutaj coś wrzucać, więc cieszę się, 
że jednak kogoś również zainteresowałam swoim opowiadaniem.
Bardzo mi miło :)

wtorek, 30 marca 2021

1. Pierwszy raz go widzę.

— Jesteś tchórzem, Avery! — wykrzyczała Rocky, machając zachęcająco ręką, żebym wskoczyła do wody. Pokręciłam przecząco głową, na co ona westchnęła i zaczęła płynąć do brzegu.

Ostatni raz spojrzałam na taflę wody z wysokości siedmiu metrów, po czym zeszłam z klifu na plażę po udeptanej ścieżce. Ostatni dzień wakacji był tym najpiękniejszym w ciągu tych dwóch miesięcy. Słoneczna pogoda wyganiała ludzi nad jeziora. Żaden wiatrak nie zadziałał tak przyjemnie, jak zanurzenie się w lśniącej przez słońce wodzie. Włosy dryfowały na powierzchni, a ja pragnęłam, by zawsze były tak miłe w dotyku. Pokryte zielenią drzewa wirowały pod wpływem delikatnego, lecz ciepłego wiatru. Żałowałam, że kończył się czas wolny od szkoły, ale poniekąd się cieszyłam. Zbyt długie siedzenie w domu rozleniwiało mnie, a potem ciężko było mi wrócić do obowiązków.

Roześmiałam się, kiedy Louis przebiegając obok opalającej się Jasmin, przypadkowo sypnął jej piaskiem w twarz. Dziewczyna niemal od razu podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła ocierać buzię. Wymamrotała pod nosem wiązankę przekleństw, ostrożnie wydobywając ziarenka piasku z oczu. Nie chciała zniszczyć swojego makijażu, nad którym spędziła godzinę. Mimowolnie westchnęłam ciężko przez jej obsesję na punkcie perfekcyjnego wyglądu.

Przysiadłam obok przyjaciółki na jej zielono pastelowym kocu. Patrzyłam z dezaprobatą, jak desperacko chciała poprawić swój i tak idealny makijaż. Na moje oko nic nie zostało naruszone, ale ona nie byłaby sobą bez dramatyzowania.

— Przecież nic się nie stało. — Wzruszyłam ramionami, bo nadmiernie się przejmowała. Nie lubiłam w niej tego. Ze szczerością jej o tym mówiłam za każdym razem, a ona karciła mnie swoim srogim spojrzeniem.

Na szczęście Jasmin nie posiadała w oczach żadnego lasera, którym mogłaby mnie unicestwić. Czułam rozbawienie mierząc się z jej groźnym wzrokiem. Niestety ona należała do tych osób, które bez porządnego zakamuflowania niedoskonałości nie potrafiła ruszyć się z domu. Powinno to męczyć tylko ją, jednak odbijało się na wszystkich wokół, gdy musieliśmy szybko wyjść, a ona wszystko opóźniała, bo nie była na to przygotowana. Cała jej obsesja na punkcie idealnego wyglądu nasiliła się wraz z jej zauroczeniem Tylerem. Było to nie mądre, bo raczej nie zwróciłby na nią uwagi tylko za ładną buzię.

Zmrużyłam oczy, starając się nie mrugać. Przerodziło się to w krótką bitwę na wzrok, a ja szybko przegrałam, nie mogąc powstrzymać dłużej śmiechu.

— Masz głupie poczucie humoru — skomentowała Jasmin, sięgając po małe lusterko ze swojej torebki, by przyjrzeć się szkodom, jakie narobił Louis na jej twarzy. Prychnęłam mimowolnie.

— A ty głupie spostrzeżenie Tylera — odgryzłam się, czego miałam chyba zaraz pożałować, bo Nellson gwałtownie przeniosła wzrok na mnie.

Przewróciłam oczami na jej gest. Pokazywanie środkowego palca, nie wiedząc jak inaczej się obronić, sprawdzało się co najmniej w wieku trzynastu lat. Co prawda dzieliło nas od tego wieku zaledwie trzy lata, lecz mogłaby wreszcie rzucić jakimś sarkazmem.

— Daj spokój. — Westchnęłam ciężko. — Wygląd to nie wszystko, no nie? — Uniosłam brwi, czekając aż przyzna mi rację. Blondynka odłożyła lusterko na bok i niepewnie pokiwała głową. Posłałam jej uśmiech, po czym poklepałam po ramieniu.

Warkot silnika pokierował nasze zainteresowane spojrzenia w stronę lasu. Z polnej drogi między drzewami wyjechało czarne auto mojego brata. Pojazd zatrzymał się obok miejsca, w którym zaparkował Louis. Eliot wysiadł pierwszy, zaraz za nim Tyler, a ku mojemu zdziwieniu był z nimi ktoś jeszcze. Wymieniłam z Jasmin pytające spojrzenie, no co obie w tym samym czasie wzruszyłyśmy ramionami. Nie ukrywałyśmy swojej ciekawości, kiedy bezwstydnie wpatrywałyśmy się w wysokiego bruneta. Eliot pomachał do nas, zauważając lub nawet odczuwając nasze palące spojrzenia. Odwzajemniłyśmy niewinnie gest. Zanim chłopaki wyjęli z bagażnika swoje rzeczy, na rozgrzanym piasku obok mnie usiadła Rocky, a chwilę później zjawił się również Louis.

— Kto to? — zapytał przyjaciel, bezwstydnie wskazując palcem na nieznajomego chłopaka. Czasem bywał zbyt bezpośredni i wcale mu to nie przeszkadzało. Co prawda czasem można uznać to za godną podziwu zaletę, jednak częściej miałam ochotę za to strzelić mu w głowę.

Kolejny raz synchronicznie wzruszyłam ramionami wraz z Jasmin.

— Też jestem tego ciekawa — odparłam. Lekki wiatr rozwiał zagubione kosmyki po mojej twarzy, więc zdjęłam czarną gumkę z nadgarstka. Związałam włosy, by więcej żadne pasemka nie nachodziły mi na oczy. Uwielbiałam moje długie włosy i sporo czasu walczyłam o to, by były takiej długości, a przy tym niezaprzeczalnie zdrowe. Czasem jednak nachodziła myśl, by je skrócić, chociaż odrobinę.

— Pierwszy raz go widzę — powiedziała Rocky, kiedy nieznajomy wychylił się zza samochodu ze swoim ręcznikiem na ramieniu. Zmierzwił swoje włosy, śmiejąc się i ukazując szereg białych zębów. Jego spojrzenie na krótką chwilę padło na nas i chyba to sprawiło, że ze zmieszaniem odwrócił wzrok na Tylera, który po chwili stanął obok niego.

Posłałam szeroki uśmiech Tylerowi, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały. Odwzajemnił gest, machając przyjaźnie, a nieznajomy beznamiętnie popatrzył na mnie. Włożył ręce do śliskich spodenek we wzór z kwiatem hibiskusa.

— Oby nie był jakąś zarozumiałą lalą — skomentował Louis, najwyraźniej też odbierając nieprzyjemnie zachowanie chłopaka. Przyjaciel przykucnął na kolanach, a swój tyłek usadził na podpartych stopach.

Zakończyliśmy swoją małą wymianę zdań o nieznajomym, kiedy chłopaki zamknęli samochód. Powoli szli w naszą stronę, dlatego Jasmin poprawiła swoje włosy, by wyglądać olśniewająco podczas witania z Tylerem. Przewróciłam oczami mimowolnie, nie komentując tego, bo i tak by tylko popatrzyła na mnie wymownie. Eliot rzucił krótkie ,,cześć", gdy zatrzymał się przed nami. To samo uczynił Tyler, po czym rzucił niedbale swój plecak na piasek. Obcy chłopak milczał. Rozglądał się po otoczeniu, a jego mina podpowiadała mi, że widok bardzo mu się podobał. Wyglądał na zrelaksowanego, gdy oczami błądził po klifie, lasach, jak i mieniącej się w słońcu tafli wody.

Tyler zmarszczył czoło, jakby się czymś przejął, lecz szybko jego twarz rozpromienił lekki uśmiech.

— To Otis — rzekł Tyler i stanął obok bruneta, który nie odezwał się jeszcze ani jednym słowem w naszym towarzystwie. Rocky wydawała się zniesmaczona brakiem powitania z jego strony. Nie lubiła prostactwa. — Mój kuzyn.

— Hej. — Wstałam z wygniecionego kocyka. Jako pierwsza wyciągnęłam rękę do chłopaka, by powitać go należycie. — Miło mi. Jestem Avery — przedstawiłam się przyjaźnie oczekując tego samego z jego strony. On jednak zmarszczył lekko czoło, przyglądając się na przemian mnie i dłoni, którą wciąż wystawiałam w jego stronę.

Nie uszło mojej uwadze, jak stojący obok niego Tyler szturchnął go stopą w kostkę. Otis zacisnął usta w cienką linię, najwyraźniej denerwując się czynem kuzyna. Ku mojemu zaskoczeniu uścisnął moją dłoń, która już powoli drętwiała od trzymania w jednej pozycji. Uniosłam lekko kąciki ust na widok jego dużej dłoni splecionej z moją, o wiele mniejszą i wizualnie znacznie delikatniejszej. Otis widząc przypływ moich radosnych emocji, wyśliznął się z uścisku.

Zmarszczyłam czoło w zdumieniu, gdyż zrobił to nazbyt dramatycznie.

— A to Louis, Rocky i Jamin — Eliot przedstawił moich przyjaciół szybko, by oszczędzić nowemu kolejnej styczności z nami. Zupełnie, jakby miało mu to sprawiać jakiś ból, więc chciał mu w tym ulżyć. Aż powstrzymywałam się, żeby nie przewrócić oczami.

Louis szybko się ulotnił, żeby popływać w jeziorze. Dziewczyny poszły za nim, mówiąc coś o tym, że nie ma co marnować czasu na wylegiwaniu się, skoro pogoda była taka ładna. Po chwili zostałam już tylko ja i Tyler, który wyjął ze swojego plecaka pogniecione pudełko z McDonalds z dwudziestoma nuggetsami.

Siedząc na kocyku Jasmin słuchałam mlaskania Tylera i obserwowałam Otisa, który udeptaną dróżką wchodził na klif. Raczej był typem samotnika, a przynajmniej na takiego się kreował. Mimo wszystko nawet spotykając introwertyków, mogłam z nimi swobodnie porozmawiać, a już na pewno nie robili problemu ze zwykłego przedstawienia się. Może czasem byli bardziej nieśmiali, lecz nigdy nie emanowali taką obojętnością i niechęcią.

— On zawsze taki jest? — zapytałam, wiec Tyler podążył za moim wzrokiem na Otisa siadającego na brzegu klifu. Jego nogi swobodnie zwisały nad przepaścią. Ze stoickim spokojem rozglądał się przed siebie i prawdopodobnie cieszył swoją samotnością.

Tyler przełknął kurczaka w panierce, po czym oblizał usta.

— Myślę, że po prostu potrzebuje czasu, żeby oswoić się w nowym mieście — powiedział, spoglądając na mnie kątem oka. Sięgnął po kolejnego nuggetsa, chcąc poczęstować również mnie, ale odmówiłam.

— Przeprowadził się tu? — zadałam kolejne pytanie, gdyż nic nie mogłam poradzić, że w jakimś małym stopniu ten chłopak mnie zaintrygował. Nigdy nie miałam złych relacji z przyjaciółmi Eliota. Często spotykaliśmy się wszyscy razem i potrafiliśmy dobrze się bawić w takim towarzystwie, więc nie chciałam, żeby z Otisem było inaczej.

— Tak, ale jak mówię... on potrzebuje czasu — rzekł Tyler. — Nie wyrabiaj sobie o nim zdania zbyt szybko.

Skinęłam głową.

— Da się go lubić, ale najpierw trzeba go poznać — dodał po chwili. Jego cichy ton głosu sprawił, że odniosłam wrażenie, jakby on sam nie do końca wierzył w swoje słowa.


__________________________

Wątpię, że ktokolwiek będzie to czytał, ale tak czy siak miło wrzucić
to opowiadanie tak dla samej siebie.